Wałbrzych – tu #nicsięniedzieje – niezależny portal o kulturze

:: reportaże :: recenzje :: wywiady :: rzetelne informacje o kulturze w Wałbrzychu i okolicy ::

reportaże

Kiedy należy klaskać podczas koncertu muzyki klasycznej? 56. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans w terenie

Zawsze się zastanawiam, dlaczego na koncerty muzyki klasycznej nie walą tłumy, a przynajmniej nie jest tak w mniejszych miastach. Może to obawa przed nudą lub nieumiejętnością przestrzegania sztywnych zasad eleganckich sal koncertowych? Z pewnością pomogłoby, gdyby szczawieński koncert w ramach festiwalu Wratislavia Cantans nie był organizowany w dniu meczu Polska – Anglia. Niektórzy mogą powiedzieć, że docelowa publika jest zupełnie inna i emocje futbolowe nie kolidują z chęcią posłuchania Mozarta, ale …po co kusić licho? Zwłaszcza a Wałbrzychu. Podczas koncertu włoskiego Zefiro Ensemble było pustawo i jako osoba empatyczna bardzo się w takich sytuacjach przejmuję i ubolewam, jak też “ubolał” burmistrz Szczawna na scenie. Niemniej postanowiłam naturalnie przekuć to uczucie w coś pozytywnego i jeszcze bardziej zaangażowałam się w odczuwanie muzyki , na zasadzie” jest nas mało, ale będziemy publicznością wzorową”.
Każdemu, kto przed pracą w celu zmotywowania się nie włącza sobie Wagnera, po cichu nie buszuje wśród półek Empiku w poszukiwaniu “Koncertu na flet i orkiestrę” Pendereckiego w wersji również na klarnet, a konkurs chopinowski kojarzy tylko z nagłówków w gazetach, rekomenduję zdecydowanie moje podejście do tematu.

Prawie jak w spa

Mimo, że nie jestem koneserką muzyki klasycznej, nie grałam też na żadnym instrumencie, a kolegów i koleżanki ze szkoły muzycznej po cichu zawsze darzyłam podziwem zmieszanym z nutką zazdrości, każdy kontakt z muzyką klasyczną jest dla mnie wyjątkowy. Bilet na koncert kosztuje niewiele więcej niż kula do rozpuszczania w wannie, a przynosi podobne ukojenie, relaks, chwilę spokoju i równowagi. Można bezkarnie siedzieć kilkadziesiąt minut i pogrążać się w swoich myślach, pozwolić muzyce wniknąć do środka, a także podziwiać muzyków – ludzi, którzy większość dzieciństwa i dorosłego życia, poświęcili na doskonalenie gry na instrumencie. Pomyślcie, gdy my chodziliśmy na piwo, oni w pocie czoła ćwiczyli nuty na partyturze, katowali rodziny fałszowaniem, brali dział w konkursach i pewnie dziś zdarza im się słyszeć “a po co to komu?”. Naciągając trochę fakty można powiedzieć, że miałam tego przedsmak przygotowując się do olimpiady wiedzy o muzyce w podstawówce. Wyobrażam sobie, co czuła moja rodzina, gdy puszczałam Tren ofiarom Hiroszimy Pendereckiego. Nie do przecenia są też emocje związane z całym entourage koncertu muzyki klasycznej. Czy może być coś bardziej odświętnego niż wkroczenie do barokowej sali Teatru Zdrojowego w Szczawnie w sukni trzymanej na specjalne okazje i nowych szpilach, które nie deptały jeszcze po szarych ulicach Wałbrzycha? Ja tak do tego podchodzę i rekomenduję wszystkim, którzy w pachnącej rosołem i łazankami przytulnej codzienności łakną wyjątku, pauzy i allegro.

Terapeutyczna moc geniuszu Mozarta

Nie można nie wspomnieć nawet pisząc laicką relację, iż szczawieński koncert Wratislavia Cantans był gratką, bo włoski Zefiro Enseble to mistrzowie instrumentów dętych. Zespół został założony w 1989 r. przez oboistów Alfredo Bernardini oraz Paolo Grazzi oraz fagocistę Alberto Grazzi i specjalizuje się w repertuarze z XVII i XVIII wieku, kiedy to te przedziwne, rzadko widywane przeze mnie dęte cacka grały, że tak powiem pierwsze skrzypce na każdym koncercie. Jak wyjaśniał publiczności pod koniec Alfredo Bernardini występy muzyczne z instrumentami dętymi były w czasach Mozarta synonimem naszej domówki. Zespoły grały po dworach i bogatszych domach na instrumentach poręcznych i mobilnych grając ówczesne imprezowe kawałki, czyli aranżacje najmodniejszych symfonii i oper. W tym ostatnim przypadku dęte sprawdzały się świetnie, intonując niejako głosy śpiewaków. Zaprezentowana publiczności lokalnej Serenada nr 10 Wolfganga Amadeusza Mozarta zwana Gran Partitą jest dziełem wyjątkowym, w którym dęte instrumenty mogą się zaprezentować w pełnej krasie. Wiadomo, że Mozart był geniuszem, ale już Wam spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego akurat i w tym przypadku. Gran Partita, czyli “świetna gra” to niekonwencjonalny utwór, w którym używa się aż 13 elementów, a nie 8 instrumentów jak to było w zwyczaju. I faktycznie zauważyłam, że było tak dużo osób na scenie! Kolejnym novum była konstrukcja, m.in. długie wolne wprowadzenie, charakterystyczne dla symfonii lub kwartetu ( to musiał być moment kiedy mój 4 letni syn krzyknął “mamo, nudne”). Teoretycy muzyki piszą, że można je porównać do przyjścia na piknik w sukni wieczorowej. Inne rewolucyjne zabiegi to poetycki i melancholijny dialog między obojem a klarnetem. Jednak czy ja to zauważyłam? Moja głowa nie, ale podskórnie czułam tę melancholię i romantyzm. Kibicuję też romantycznej opowieści o powstaniu sonaty. Wersji wydarzeń, które wskazują kiedy i dlaczego Mozart skomponował Gran Partitę jest kilka. Do niedawna twierdzono, że kompozytor stworzył ją, gdy akurat znalazł się w Monachium, spotkał dobrych znajomych, muzyków dętych z orkiestry dworskiej, z którymi nadawał na podobnej fali. Dodatkowo widział w perspektywie przyszłe projekty biznesowo – artystyczne związane z obecnością księcia Karola IV Teodora Wittelsbach, na którego dodatkowe zlecenie liczył. To byłoby takie życiowe. Jednak badania manuskryptu możliwe dzięki najnowszej technologii uprawdopodabniają tezę, że Mozart skomponował swoje dzieło później, być może jako prezent dla żony Konstancji z okazji ślubu. W tę teorię radośnie postanawiam wierzyć akceptując fakt, iż nie mogę w pełni zrozumieć geniuszu Gran Partity z punktu widzenia teorii muzyki lub analizy porównawczej z muzyką mainstreamową tamtych czasów. Nie potrzebuję tego, aby cieszyć się tym, co Mozart mi daje i uczynić święto z kontaktu z nim.

Poetycki opis utworu Gran Partita w filmie „Amadeus”

Organizatorom zaś polecam, by zadbali o wypełnienie sali może w mniej konwencjonalny sposób. Skoro bilety się nie sprzedały same z siebie, rewolucyjny geniusz Mozarta nie kusi w tym samym stopniu jak nowatorskie podejście Tymka do hip hopu, a Wałbrzyszanie i szczawieńscy kuracjusze, jeśli nie z nieufnością, to ze spokojną obojętnością podchodzą do włoskich gości z famą międzynarodową, może warto zaprosić pedagogów i uczniów lokalnych szkół muzycznych, młodzież z klas integracyjnych? Ba! Zestresowanych urzędników?! Mozarta zaleca się puszczać dzieciom w brzuchach, rekomendują go w terapii integracji sensorycznej, jego muzyka koi nerwy i stres, pomaga w ćwiczeniu pamięci i koncentracji. A propos dzieci odpowiem na moje pytanie tytułowe – kiedy klaskać? Mój przedszkolak zaklaskał po pierwszej części wykorzystując znamienne kilka sekund ciszy, rozglądawszy się czemu tylko on klaszcze, zmotywował do tego resztę publiczności i potem poszło jak w Ryanairze. Oczywiście popełnił straszne faux pas, bo klaszcze się na końcu utworu, a nie pomiędzy jego częściami, ale nie byliśmy w wiedeńskiej operze, nie było programu ani dyrygenta, aby wydedukować, co trzeba robić, stąd publiczność może usprawiedliwić tę drobną wtopę, a i muzycy wykazali się uprzejmą łagodnością i uśmiechem.

Polecam wyjście z domu.

mat. graficzne: Wratislavia Cantans

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wałbrzyszanka z urodzenia, z miastem ma “love-hate relationship”. Pisze dla “Wałbrzych - tu #nicsięniedzieje”, by na przekór sobie samej i temu, co mówią o mieście, mieć motywację do wyjścia z domu i ukulturalnienia się. Zawodowo zajmuje się komunikacją i PR na polskim i włoskim rynku w Studio Flaminio. Jest też członkinią zarządu stowarzyszenia Centrum Inicjatyw UNESCO z Wrocławia, z którym realizuje projekty edukacyjne dla młodzieży i dorosłych.
%d bloggers like this: